Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
133

zaburzonym krajem, siadł na tronie Batorych i Zygmuntów. Gdy po raz piérwszy korona swą złotą, ale zimną i ciężką okową, przycisnęła mu skronie, gdy uczuł że berło nie lekkie, a życie królewskie, nie życiem o jakiem marzył i jakiego potrzebował, Stanisław chciał się odurzyć, chciał zakryć przed sobą następstwa teraźniejsżości, któréj przyszłość poświęcał, tak łatwo, tak nierozważnie. Otoczył się sztukami, poezją, kobiétami, uczonemi dworakami i głuszył w ich gwarze, głos co mu wołał zapewne: Pamiętaj na straszne jutro!
Literatura któréj przeznaczeniem było, słodzić królewskie troski i rozweselać czwartkowe obiady, któréj missją było, bawić i bawić tylko, któréj nie wolno ozwać się surowiéj, poważniéj, godniéj, poezja w szacie dworaka na pół, na pół arlekina; — zrobiła się po dworacku błyskotliwą, drobnostkową, próżną myśli, a wyrazów pełną, polerowną a czczą — w jednéj Satyrze tylko wylewali poeci, czego w czém inném powiedziéć nie śmieli. Ale dowcipny Xiądz Biskup Warmiński, raz nawet Satyrę, potrafił użyć na pochlebstwo. Literatura Stanisławowska cała żyjąc w nim i dla niego, nie dziw, że z nim téż umarła.