Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
132

wcip, wspaniałość, czułość dała mu natura. Stworzony na wielkiego pana, na poetę XVIII wieku, na protektora sztuk i miłośnika ich. Jemu nie życia czynu, nie życia walki, boju i poświęceń, potrzeba było; ale swobodnego nasycenia, wesołych biesiad, życia salonów, rozmowy poufałej a dowcipnéj, słowem życia łatwego ludzi, co żyją tylko aby go użyć. Przeznaczenie postawiło go na niewłaściwém miejscu, na trudném stanowisku; a nawet położenie jego, nie potrafiło męztwa w nim wyrobić, charakteru, odwagi. Widać było jak żałował pięknego życia, zmarnowanego na walce, któréj znaczenia nigdy pojąć nie chciał. Nieraz dzwony bijące na gwałt w stolicy i huk dział na przedmieściach, zastawały Stanisława u trójnoga malarskiego; nieraz łza kręciła mu się w oku, gdy szczęśliwsze przypominał chwile, przywiedziony do tego, że wiernemu słudze, niemiał czém swojej okazać wdzięczności. Słyszałem naocznego świadka, opowiadającego o kilku chwilach ostatnich czasów Stanisława. O! ciężko i ón przecierpiał, a ciężéj niż kto inny, bo nie wyobrażał sobie, nie spodziéwał się dla siebie innego życia, nad płynące strugą wesołą, bogatą, złocistą, spokojną. Taki człowiek, co się urodził wcale nie do walki, i nie do stérowania