Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
124

Piękna to jest pochwała, choć historja potwierdzić jéj nie może, bo Stefan w pierwszéj swéj ojczyźnie, słuchając rad Blandraty, wcale podobno nie myślał opiérać się reformie.
Piękne jest wyrażenie:

Królu z twojéj natury, nie tylko z korony.

Takim w istocie był Stefan, który jak ślicznie dalej Sęp powiada wskrzesił sławę naszą.
W całéj téj pieśni, zapał poety widny; nie jest to zimny panegyryk, ale silnie uczuta cześć bohatera, co nad przepaścią zatrzymał Polskę i wskrzesił Bolesławowskie czasy, swemi dalekiemi podbojami. Poeta marzy wielką przyszłość i nie waha się w zapale, prorokować podbicie Pułtawy i zniszczenie potęgi tureckiéj. Cały ten wiérsz, mimo swéj szorstkiéj powierzchowności, silném się wyszczególnia uczuciem.
Następne pieśni, znowu poeta religijném natchnione uczuciem, nuci; jest to powtórzenie myśli, które i u Kochanowskiego i u Sępa już spotkaliśmy nie jeden raz.

Niech moja łódź, gdzie pędzi wola Boża wbieży
I przy brzegu który mi Bóg naznaczył stanie
Jeśli nie jest bezportne ludzkie żeglowanie.
Co na świecie, chyba błąd, kłopoty, marności?
Imie tylko pokoju snąc i szczęśliwości
Którą widzi a niezna duch, chciwy lepszego etc.