Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
108

ności jak tutaj. Poeta co swobodę wsi, jéj spokój nad wszystko przełożył, cały jest tą swobodą i pokojem przejęty, — to tylko śpiéwa, a tak się niewymusza, tak sobą jest samym, że obcych mu uczuć, wypadków, nie śpiéwa nawet, lub zmuszony do tego, widocznie słabnie. W wiérszu na śmierć Jana Tarnowskiego, na śmierć Jana z Tęczyna, poeta moralizuje, ale nie płacze; — za to co za łzy gorzkie po Urszuli! Całe cztéry xięgi pieśni malują jego życie, w połowie spędzone na podróżach, na dworach, na biesiadach i miłostkach, w połowie na dumaniach pod cieniem lipy, na rozmowie z przyjacioły, z Urszulką na kolanach, przy dzbanie zimnéj wody. Widziemy go z ukochaną dzieciną ranny mówiącego paciórek, bawiącego się z nią, idącego w pole. Siedzącego odmian w widokach natury, którą maluje zaraz na uczynku schwytaną. XV skwar letni chroni się pod lubą swą lipę, w zimie siada u komina na którym suche drzewka trzeszczą, biesiaduje z przyjacioły co go najeżdżają, których poi i karmi, wymawiając się jak może pajęczynami w komorze i pustkami w piwnicy.
Najdzie li go przeciwność, to pochmurzy czoło i wspomni na Boga i zanuci jak psalmista odnosząc wszystko do Pana, zdając wszystko