Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
105

W czasach upadku literatury, cześć dla wielkiego poety nie zmniejszyła się wcale, dopiéro może za Stanisława Augusta, nowa szkoła na chwilę go sobą zaćmiła. Ale Naruszewicz lubi go, cytuje chętnie i ceni, Krasicki tylko w swoich Rymotwórcach, lekko go traktuje, stawiąc na równi z Piotrem. Dowiódł że go całkiem niepojął.
Być że może, aby naród cały, aby trzy wieki, mieniających się pokoleń tyle omylili się na Janie i niepoznali na nim? Nie jest że ta sława bez zaprzeczenia, bez negacij, najlepszym dowodem wysokiéj wartości narodowego poety? Dziś nawet kiedy zbyt pośpiesznie i nierozważnie, potępiono wszystko co nazwano klassyczném, Jan Kochanowski ostał się ze swoją sławą, usuniony na bok, zapomniany trochę, ale niepokalany szyderstwem, nie wzgardzony.
Jakkolwiek bądź, głos trzech wieków, dziwnie jeden i zgodny, jest w oczach naszych wielkiéj wagi. Nie narodowy poeta, coby nie miał czém nakarmić zmiennych umysłów tylu pokoleń, dawno by był spadł z piedestału.
To cośmy wyżéj, wśród rozbioru poezij Jana powiedzieli, widzim potrzebę zebrać i powtórzyć jeszcze. Poeta nasz doszedłszy wielkiéj sławy i imienia, czytany, ulubiony, nie został