Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
104

nas przewidziany. Cześć Jana, nie miała zaprzeczających nigdy. Trzy wieki sławy nad jego grobem się unoszą i niewiém czy w całéj literaturze naszéj znajdzie się dziesięć wiérszy przeciw niemu, na poniżenie go pisanych, licząc w to i ubliżające mu porównanie z Sępem, któryby nigdy niedoszedł Jana.
Zaledwie wrócił do kraju, ogłoszony mistrzem przez Reja, za mistrza jednogłośnie przyjęty, nie walczył o sławę, odebrał ją jak wypłaconą mu należytość. Późniejsi wspominają o nim zawsze ze czcią największą, wydania dzieł jego całkowicie lub cząstkowo mnożą się bez liczby. Jeden z tłumaczów Psałtérza ruskiego, uwiadamia nas, że psalmy Jana dla harmonij wiérsza, śpiéwano po cerkwiach ruskich. Pieśni jego są w ustach wszystkich, psalmy umié każdy na pamięć. Niewiém czy uwłaczającego sławie Kochanowskiego, dawniej by jak nieprzyjaciela kraju nierozsiekano, to pewna, że nim by wzgardzono. Mnóstwo urywków z pieśni jego poszły w przysłówia — imie jego stoi na czele poetów polskich, chlubi się nim Polska przez trzy wieki. A tu zważmy, że prace jego łacińskie, jakkolwiek wyborne, całkiem zapomniane zostały. Janicki z Sarbiewskim wyżéj w tym względzie stoją od Jana.