Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
103

stkie widocznie urodzone są nie z namysłu nie poszukiwane, łapane, ale z okoliczności wysnute. Niektóre trefnym są żarcikiem; malują ludzi, kilką rysami, dobitnie i trafnie, inne uwieczniły pamięć biesiadniczych przygód pociesznych — utopienia w kuflu wąsów, spojenia gościa w łóżku i t. d. i t. d.
Nie będziemy tu drobnostkowo rozbiérać tych autora ucinków, nadto byśmy bowiem nadużyli cierpliwości czytelników i wolności cytowania; Fraszki zaś chcąc dać poznać, koniecznieby z nich celniejsze wypisać potrzeba. Tém łacniéj się od tego uwalniamy, że one po większéj części są znajome, częste z nich dawniéj wypisy robiono, każdy je czytał. Kochanowski w kilku ucinkach, sam bardzo sprawiedliwie swoje Fraszki osądził.

Najdziesz tu Fraszkę dobrą, najdziesz złą i średnią
Nie wszystkieć mury wiodą materją przednią.
Z boków cegłę rumieńszą i kamień ciosany
W pośrodku sztuki kładnę i gruz brukowany.


Możemy wziąść za miarę wartości pisarza, cenę jaką do niego przywiązywali współcześni, sąd o nim potomnych, mniejszą lub większą jego popularność. Tą miarą Kochanowskiego mierząc, trafim na wypadek już przez