Strona:Józef Wilhelm Rappaport - Nowe monologi.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bez — z przeproszeniem portek, bo z niego oblatywały... (przez łzy) Ja, gospodarska córka! Bodajbym była nogi na ślubnym kobiercu połamała, nim się z nim związałam przed ołtarzem!...(w pasji) Że też ten człowiek Boga — w sercu nie miał, aby nas tak sponiewierać i we wstydzie utytłać! Mało mu było jeszcze, że jest nietykalny — jeszcze mu tego brakowało! (z refleksja) Myślałam sobie: poseł — bierz cię licho! Jeszcze pół biedy, bo zdarza się czasem, że i w porządnej familii poseł się znajdzie, ale to, co teraz mi ten obwieś zrobił, tego żadna rodzona żona nie ścierpł!... Jak sobie przypomnę, to mi żal serce ściska, że oczybym mu wydrapała! (szlocha za chustka) Taki wstyd! I za co? Za moje dobre serce, za to żem mu dogadzała i zrobiła z niego gospodarza, jak się patrzy! Dzieci moje! moje biedne dzieci, jak wy się teraz ludziom na oczy pokażecie? Ładnego ojca będziecie teraz mieli, moje niebożęta! Moiściewy! (wybuch płaczu) Ja chyba z żalu i ze wstydu nie wytrzymam! (do publiczności) Co? Państwo się pytacie co się właściwie stało?... (ociera szybko łzy) Jak to? To wy naprawdę nie wiecie nic o moim wstydzie i hańbie? (wybuch płaczu) Przecież Walek ministrem został? (wybiega wśród płaczu, zasłaniając sobie oczy ze wstydu) Ministrem został!

KURTYNA.