Strona:Józef Wilhelm Rappaport - Nowe monologi.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


na pan, czy nie? (do publ). Co? Dlaczego ja mam siadać? Mnie się nie chce siadać! Za moje pieniądze, to ja się mogę mawet położyć! Co?... Pan mi grozi policją? Strasz pan swoją żonę policją, a nie mnie! Widzicie go! (siada — chwilka milczenia — nagle parska śmiechem). Ładny tyjater! (milczenie). Nie, mnie tu dzisiaj szlag chce trafić! (zrywa się z miejsca). Durnia ze siebie nie pozwolę robić! (wychodzi z rzędu krzeseł i staje przed schodkami wiodącymi na scenę — potrząsa parasolem). Proszę mi oddać pieniądze za bilet! (do publ. przyciszonym głosem). A możeby ja tak poszedł się namacalnie przekonać, dlaczego te aktorki nie robią żadnej komedii? (porozumiewawczo kładzie palec na ustach). Cyt! (wchodzi jakby się skradając na schodki — na najwyższym szczeblu zwraca się znowu do publ. — tajemniczo szeptem). Cyt! Ja to zaraz wymacam! (wchodzi na palcach na scenę i skradając się podchodzi do kulisy w głębi, za którą zagląda) — po chwili parska śmiechem — (do publ.). A niech to dunder świśnie! (zagląda za kulisy, potem do publ.). Jakiś wariat wysmarował się na czarno, jak kominiarz! (cofa się). Wszelki duch Pana Boga chwali! Szczerzy do mnie zęby, jak moja nieboszczka teściowa! (zagląda za kulisy, potem do publ.). Aha! Dyrektor mówi do niego: Otello! Prosi go, aby wyszedł na scenę, ale ta choroba nie chce (j. w.). Mówi, że prędzej nie wyjdzie na scenę, aż nie dostanie 3 złote zaliczki, bo mu się niżej trzech złotych nie opłaci dusić jakiejś Dyzdymony. A niech go choroba ściśnie! To ja za trzy złote mogę oprawić całego wieprza, a jemu się nie chce zadusić jednej dyzdymony! (j. w.). Dyrektor już mu daje złoty pięćdziesiąt, a ta choroba nie chce! (j. w.). Dyrektorowa wyrywa sobie włosy z głowy i mówi, że ten Otello chce ich zniszczyć finansowo... Już mu dają złoty sześćdziesiąt! To ci uparta, czarna cholera! (j. w.). Nie, mnie dalibóg