Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Zygmuntowskie czasy Tom 3.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Żadnej mościa księżno — na nieszczęście ksiądz Hauser z Rzymu wybrał się do Grecji, chciał zwiedzić Azją i miejsca święte, chciał podróżować trochę świata, jakom i ja za młodych lat czynił.
— Cóż mu się stało?
— W. ks. Mość nie rozpaczaj, dodał Firlej, ale wiemy to z pewnością, że się dostał na morzu będąc w ręce tureckich morskich łotrów, którzy go wespół z innemi schwycili w niewolą. Naprzód u Turków na galerach, potem u Tatar, dokąd go przedano jako tłumacza zdatnego, żył dość długo. Dowiadywał się do kraju prosząc o wykup, ale nikt o tem nie pomyślał. Musiał zemrzeć w niewoli.
— A z nim ostatnia moja nadzieja! krzyknęła księżna w rozpaczy i płakać poczęła.
— Posłuchajcie mnie jeszcze, przerwał Firlej zastanawiając się. W Rzymie ksiądz Hauser zrobić musiał co mu polecono. Tam więc ślad pozostał tej sprawy i można mieć z akt konsystorza wyjęte dowody.
— Sądzicie, panie wojewodo?
— Tak sądzę i napiszę o tem do kardynała Commendoniego. Nadto mu chodzi o pozyskanie nas, aby dla mnie uczynić tego nie miał.
Sołomerecka nie umiała wojewodzie wyrazić swej wdzięczności. Nazajutrz Stanisław kniaź Sołomerecki, młode szesnastoletnie pachole, czarno ubrane, (gdyż księżna ślub uczyniła inszej sukni mu nie dać, pókiby przez rodzinę uznany nie był), udał się z matką do pałacu wojewody Firleja. Stary popatrzył mu w oczy, pogładził poufale po czuprynie i kazał zawołać starszego sekretarza.
— Słuchaj, rzekł do niego, gdy suchy i długi (prze-