Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Z życia awanturnika.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Jak to? same? jedziecie do Włoch? na długo? zapytała oburzona.
— Nie wiem, szepnęła baronowa — Tola nigdy nie mówi, ile zabawi, ale po wyborze i kasie uważam, że zabawimy pewnie kilka miesięcy.
Zgorszona tém niezmiernie przyjaciółka badała daléj baronową na stronie.
— Dawno jak był u was Teodor?
— Ale wczoraj na najczulszém w świecie pożegnaniu.
— Cóż oni? powarjowali czy co?
— Nic nie wiem nad to — mówiła pocichu Teresa — że to jest podobno dziwactwo Toli; — kilka razy prosił, błagał — odkładała... odciągała, wypraszała się pod różnemi pozorami, a jednak puścić go nie myśli i trzyma przykutym na łańcuchu.
— A! więc to jéj wina?
— O! z pewnością!
— I on to tak cierpliwie znosi?
— Pani wie — dodała Teresa, że z moją kochaną Tolą trudno się spierać, albo ją przełamać, gdy sobie co raz powie. — Nie wiem co powiedziała sobie, ale kazała czekać, a pan Teodor musi.
— I nie nagli?
— Owszem, ale to nic nie pomaga?
Doktorowa bardzo zgorszona, zamilkła sama już nie wiedząc co sądzić.
Trzeciego dnia ze łzami przecie żegnając ją, prosząc o błogosławieństwo na drogę, Tola wyruszyła w podróż zamierzoną.
W parę tygodni potém, stary poczciwy Kudełka przeniósł się do wieczności, jak sam zwykł był żartobliwie powiadać, na bibliotekarza do patryarchy Abrahama. Na dwa dni przed zgonem, czuł się bardzo już niedobrze, drzemał ciągle. — Najrzadsze książki spadały mu z kolan — oczy się zamykały na najśliczniejsze druki — czuł jakąś niewysłowioną spoczynku potrzebę. Chodził jednak uparty, nie chcąc się kłaść w łóżko. — Ostatniego dnia nawet ubrał się z pomocą chłopaka, siadł w fotelu — potém zasnął i już się nie obudził...