Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 70 )

mności myślałem, gdy nadszedł sznowny Burmistrz.
Zdziwiła mię trochę ranna jego wizyta, a bardziej jeszcze mina trochę ponura, z jaką nie zwykł nikomu wizyt oddawać — Schowałem list co prędzej; konsul z powagą rozsiadł się w krześle i zaczął obojętną rozmowę.
Dostało się tam w niej dészczowej i pogodzie i sąsiadom i nowinom, a na końcu dojechała rozmowa do córki i tu dopiéro zahaczył mię niepospolicie.
— Mam tu dopiéro kwestiję jednę do pana. Słyszałem że sobie zamierzasz pojąć córkę moję.
— Ach biéda moja, pomyślałem, znowu na kark mi sadzą jakieś li-