Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 54 )

— Wej go wej! patrzajcie, a za kogoż
— Juściż nie za tego naszego prózniaka, co to tylko łazi po ulicach i książki czyta, jakby jaki organista.
— A za kogoż.
— Oj bodaj czy nie za tego, co niedawno tu przywędrował umyślnie słyszę po nię.
A ba! prawdę mówisz panie bracie, toć to i ja widziałem jak przeszłej niedzieli chodzili z sobą na spacier po wałach, to dycht jakby wlane dwa gołąbki poczepiali się za ręce.
— Nie darmo to u mnie głowa na karku, odpowiedział drugi, ja wręcz ugadnąłem, że się oni zwą-