Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 35 )

rową, doktor spogląda na buty i kamizelkę, burmistrz wybiega za drzwi, aby gości spotkać w bramie, a Bomba donośnym głosem woła: smażcie kotlety! pieczenię żywiej obracać! i t. d. Wszystkie głowy suną się do okien, a w miarę zbliżania się dyliżansu, rośnie ciekawość i niespokojność moich współobywateli. Tu się zdala pokazuje zakurzony pojazd nieszczupłej wielkości, ciągniony od sześciu mizernych koni, z forysiem, jak piłka odskakującym od starego siodła, z pakami przymocowanemi z tyłu, przodu i w górze, z wytartym na pół-znacznym lakierem i kilko różnej wielkości głowami, wysadzonymi przez okno. Wcho-