Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 25 )

ki po poléwce pływające, tam znowu na drzewo obciążone fruktami zlatywały się cukrowe ptaszki, a w środku stołu misternie wykształtowana piramida, niosła na sobie cyfrę solenizanta. Tu otaczają stół liczne tłumy dworaków, pochlebców, sąsiadów, darmojedów i rezydentów — ten w sutym pasie z wymuskanym wąsem i brylantową u szyi szpinką; inny wziął się w boki zarzuciwszy w tył wyloty i muszcze resztę niedogolonej głowy; inny w zgrabnym, opiętym żupanie, z obcisłym żółtym bucikiem, zbliża się do jakiejś kasztelanki; śmiech się pusty rozlega na przekąsy i drwinki kuso ubranego niemczyka, grającego rolę błazna. Lecz oto już