Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 26 )

zagrzmiała kapela, słychać trąby i huk moździerzy, a szary koniec stołu głośno kwaśném piwem spełnia pańskie prze zdrowie. Tu się jedne twarze wyjaśniają, inne krzywią, inne wzdłuż, drugie wszerz rozciągają, ten opasły i rumiany z kresą na czole, trzyma się ciągle za damascenkę, gotując się do zwady, ów z lisim kołnierzem zmiata co pozostaje z przed drugich, tamci rwą się do niedopieczonego mięsa, inni do dna wychylają konewki. Lecz powoli wszystko ucichać zaczyna, już szary koniec znużony ciągłą pracą przy stole, drzémać zaczyna. Krążą jeszcze pozłociste bez podstaw kielichy, już z trudnością w głowach ospale