Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 205 )

W takichto rozumowaniach upływa dzień cały, zmierzch nadchodzi — i dreszcz przebiega po mojém ciele. Już od półgodziny panna młoda stoi przed źwierciadłem, już napsuto wstążek, szpilek, paciórek i t. d. Patrz! jak pięknie w jej włosach odbija ten wieniec z rozmarynu i mirtu, w jej oczach błyska łza radości, piersi podnoszą lekkie westchnienia, biała szata niewinności okrywa anioła piękności i dobroci.
— A wstydźże się panie młody, zawołał Bomba na mnie, gdym sparty na ręku wpatrywał się w Emiliją, wstydź się, wacan do tej pory nieubrany!