Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 204 )

do rzeczy. Otóż właśnie chodzę po moim pokoju, patrzcie co się tu dzieje, wszystko mi dzień weselny do góry nogami przewrócił. Kazano pokoje porządkować, wyrzucono książki i papiéry! — nawet papiéry! Tam gdzie wisiał obraz Kochanowskiego, kazano zawiesić źwierciadło, a mego kochanego poetę wyniesiono do składu — już też to zgorszenie! — Nie! oczy moje nie zniosą podobnych nieładów, nasuwam kapelusz na uszy i wychodzę. Lecz niespokojność w tym dniu wszędzie idzie za mną; zmiana stanu, położenia, i sposobu życia ciągle mi stoi na myśli.