Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 154 )

— Żal mi Emilii, dodał za żoną Pukszta, dobra to dziewczyna.
— Żeby tak mnie, przebąknęła doktorowa, dawnobym zaręczyny za nieważne uznała, a jegomości odprawiła z kwitkiem.
— Masz pani słuszność, dodał znów gospodazz wyciągając się na krześle, i jabym zrobił to samo.
— Uważcie panowie do czego to doszło, kiedy pozawczoraj oznajmił Gurtleib, żeby odtąd nikt się nie ważył w domu bez niego ani kolacii, ani obiadu dysponować.
— To jeszcze mniejsza, ale samę pannę narzeczonę to co chwila kryguje i rozprawia, że nieboraczce aż łzy w oczach stoją.
— Trzeba nam to jakkolwiek na-