Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 116 )

szeć to tylko zdał się do swoich policiantów! patrzajcie! i tak popsuł mi wszystko.
— No cichoż, cicho! już znowu rozpuściła język, toż już się wszystko skończyło.
— Jabym miała być cicho! tak? nie, o nie będę cicho! będę tobie uszy suszyć, póki ty mazgaju nie naprawisz tego coś popsuł.
— A kiedy ja nie popsułem, stara kwoko!
— A kiedy ty popsułeś, rzekła burmistrzowa odwracając się z twarzą pałającą — To i cóż teraz zrobisz z Klimusią?
— Eh, mój Boże, znajdzie się dosyć jeszcze konkurentów.
— Oj nie wiem, już też to, rze-