Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 115 )

— I cóż? krzyknęła żywo Jejmość podbiegając ku niemu. I cóż?
— Cóż? rzecz prosta, powiedział że mu się ani śniło o naszej córce.
— A to impertynent! no i gadajcie. Teraz się wypiera, a kiedy do umizgów to piérwszy. I jakże mówił, czyż tak wyraźnie?
— A wyraźnie, ani słuchać chce o niej.
— Bo to i ty mój dobrodzieju! to sobie nic postąpić nie umiesz.
— Tak! sama kwasu narobiła! a na mnie całą rzecz chce zwalić, jakże tam u licha było gadać?
— Szkoda że mnie tam nie było, wszystkoby poszło dobrze. Wa-