Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 105 )

sorom od ojca posyłanym. Bądź jak bądź, ledwie że wbiegł do mnie i przywitał z poufałością jakiej się nigdy niespodziałem, zbliżył się do lustra, kiwnął głową Janowi, który niespuszczając oczu schylił się tylko do połowy na znak uszanowania; i zawołał wprawnym głosem:
— Wieleż to ja tu zastałem nowości!! Czy wiesz że dziś zaręczyny Emilki? Dalibóg szkoda, rzekł nieczekając odpowiedzi, miałem projekciki na jej piękne oczki, i byłbym chyba nie Pukszta gdyby się nie udały — ale te zaręczyny!! tfu! warjacija!! co pan Kleofas o tém myśli?
— Ja? rzekłem drżącym głosem