Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 104 )

— A toż czemu? czy, tylko pan nie chory?
— Trochę.
— To ja zbiegam po pana Miętę.
— Niepotrzeba.
Jan ruszył na to ramionami, i w tejże chwili usłyszałem w sieniach pomięszane głosy, a między niemi poznałem Puksztę młodego, syna Burmistrza, o którym, jeśli się nie mylę, już tam cóś czytelnikom w piérwszym tomie namieniłem. Lecz już drzwi z trzaskiem się otwarły, jak bramy piekła przed Orfeuszem, a młodzik wleciał do mego pokoju, niesiony na skrzydłach promocii do klassy czwartej, którą jak wieść niesie winien był szynkom i kiełbasom, profes-