Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 101 )

Przemogłem nareszcie zaporę, która mi usta kleiła i odezwałem się odwracając oczy.
— To i cóż z tego?
— A nic, tylko ja tak sobie chciałem panu powiedzieć. — I odszedł zaspokoiwszy się, że przecię mógł wypuścić ustami, to co złapał przez uszy.
Leżałem na łóżku i głowę mając dziwnemi nabitą marzeniami, przypatrywałem się niestałym, niebieskawym obłoczkom dymu mojej fajki. Myśli moje jak lekki dymek biegały po czarownej krainie wyobrażeń i domysłów, wzdychałem, piersi tłoczył jakiś ciężar nieznany, głowa boleć zaczęła i po-