Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 102 )

stanowiłam cały dzień przepędzić w łóżku.
Widziałem wyraźnie, że mój Jan miał cóś, co mu dolegało; spoglądał bowiem na mnie z jakąś miną, która się mówić zdawała: powiedziałbym ja cóś, ale niemogę. Chodził ciągle z wewnętrzną jakąś niespokojnością z kąta w kąt, ukradkiem patrzał na mnie, kilka razy otwierał ust chcąc cóś mówić, ale go jakaś niewidoma władza zatrzymywała. Chciałem przerwać jednostajność milczenia i zacząłem rozmowę.
— Cóż tam więcej słychać?
— A nic więcej, tylko to co mówiłem, że....
— Wiem już, wiem.