Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 94 )

jąc jeszcze w pamięci świéżo stłuczone czoło, aptekarz ozięble prosił mię siedzieć, kobiéty zaczęły rozmowę o pogodzie, słowem wszyscy, jakby zarażeni albo milczeli, albo ziewali, albo mówili o rzeczach zupełnie obojętnych. Poczułem że nie w swoje wdałem się towarzystwo, już było po czasie, musiałem tedy męczyć siebie i drugich. Prócz familii pacientów, którą moje przybycie wcale nie odmieniło, cały wielki świat zgromadzony, z pewną wymuszonością obracał się i chodził. Gotowano się na przycinki i dowcipne żarty, gdy sama doktorowa, rozstrzępiając frędzle u chustki, rzekła głosem bardzo poważnym: