Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 02.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 93 )

tami, którzy po raz piérwszy odwiedzić go raczyli. Panny otaczały młodą, nowo-przybyłą piękność i złośliwie chichotały między sobą. Stary jegomość udawał wesołego rozmawiając z doktorem stojącym za jego krzesłem, reszta równie była rozmową zajęta.
Przybycie moje niespodzianie pomięszało szyki. Nastąpiło głośne szustanie nogami i pomięszany dźwięk różnego rodzaju przywitań. Spostrzegłem że Bomba, Aptekarz panie i panny mrugały po sobie, a rozmowa zaczęła iść bardzo ozięble, co mi się kazało domyślać, że musiano wprzódy roztrząsać, cóś zbliska mnie się tyczącego. Bomba stronił odemnie ma-