Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 204 )

dzej pochwyciła książkę, ja porwałem równie jakiś szpargał i siadłem zdaleka na kanapie. Już w tej chwili głos samego Pretfica dał się słyszeć w sieniach, a wkrótce potém usłyszałem go jak nogami na progu szustał, pokręcił klamką systematycznie i powoli, otworzył, wystawił naprzód prawą nogę, potém lewą i cały stanął w pokoju. Nim się cała ta czynność odbyła, miałem czas uspokoić się trochę, i spójrzeć na Emiliją, która pogroziła mi nieznacznie palcem i zwróciła oczy na książkę, z której ich nie spuściła, aż dopóki ojciec zamknąwszy drzwi za sobą nie zaczął bardzo czule witać się ze mną.