Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 203 )

czyć, jak wyrazić, że całe moje szczęście od niej tylko zależy.
Trudno sobie wystawić, jakie było nasze położenie po tém wyznaniu; wreście w jej oku, ujrzałem powracającą łzę, wyciśniętą czytaniem romansu, jak posła mojego szczęścia.
— Gdyby tylko szczęścia pana, odemnie zależało, rzekła nareście — byłbyś szczęśliwym, i jabym była szczęśliwą.
Upadłem do nóg Emilii, tysiącem pocałowań okryłem jej ręce, dusze nasze po raz piérwszy doznały prawdziwego szczęścia. Ale szczęście jest nie stałe. — W chwili tego uniesienia, usłyszeliśmy szelest w sieniach. Emilija co prę-