Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 162 )

śpieszę, znowu idę — przechodzę koło mego mieszkania.
— Stój pan, stój, zawołał Jan z okna — przyniesiono tu list z poczty.
— Niechaj leży. Ale ja niémam czém porto zapłacić. Rzuciłem mu sakiewkę zamiast odpowiedzi, i biegłem znowu tém niecierpliwszy, im więcej zawad spotykałem.
— Witam! witam! rzekł do mnie pan Mięta biorąc za rękę, i mimowoli zatrzymując, tysiąc nowin mam ci powiedzieć.
— Niémam czasu.
— Ale chwilę tylko posłuchaj. Przyjechał tu wczoraj kupiec pewien dobrze mi znajomy, bo ja bardzo wiele mam znajomych z Li-