Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 161 )

dla mnie najokropniejszą w święcie męczarnią. Przecież uwolniłem się od nich na końcu ulicy, i jak ptak trzymany w klatce, kiedy drzwiczki więzienia otworzą, pobiegłem — spuściłem oczy, zadumałem się — śpieszę.
— Dokądże to tak szybko? przerywa mi gruby głos organisty, niech pan chwilkę się zatrzyma i objaśnić mi raczy, ten Frazes Wirgiliusza.
— Oh! daj mi pokój, niémam czasu.
— A to co innego, odpowiedział poważnie wiejski pedagog nakładając na głowę obszerny słomiany kapelusz.
Wyrwałem się przecie, znowu