Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 104 )

nieporuszył się jednak służący, zatopiony w starej jakiejś i obszarpanej książce. Na twarzy jego nie ukrywane nigdy malowały się uczucia; raz, namarszczał czoło, zmrużał oczy i szybko ustami poruszał, póki nie natrafił na jaki wyraz potrzebujący dłuższego rozbioru, to jest syllabizowania. Czasem też czytał powoli, nabierając wesołego humoru, i gdy ukończył kartę, wcześnie do odwrócenia jej odwilżał palce.
Przechodzę do drugiego pokoju niepostrzeżony i widzę nad świéżo zmytym stołem, opartą obydwóma łokciami kucharkę — nad kantyczkami. Rozszérza się oświata, rzekłem sam w sobie, porusza-