Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 97 )

Wbiegł nakoniec zdyszany i zmęczony, oddając mi zégarek — spojrzałem: dwadzieścia minut po ósmej! — gdzieżeś się tak długo bawił, zawołałem zniechęcony, i nieczekając odpowiedzi wybiegłem co tchu z domu.
Fórtka była otwarta, na dziedzińcu dziwny panował nieład, wchodzę do sieni; drogę zawalono mnóstwem gratów; zdejmuję kapelusz, przyrządzam suknie i wbiegam do piérwszego pokoju.
Tu nowy widok przeraził mię trwogą, sprawdziły się moje domysły, przybyły musiał być rywalem; bo z uczuciem całował rękę Emilii i wypatrywał się w jej niebieskie oczy. A ona, ona zdawa-