Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 96 )

ce ósma! myślałem w duchu, nieco uspokojony — zobaczę kalendarz o której też słońce zachodzi. O godzinie siódmej, minucie czterdziestej. Więc już blisko ta naznaczona godzina — blisko! powtórzyłem raz jeszcze i co prędzej ubierać się zacząłem. Frak leżał tą razą wybornie, bo ósma była blisko, ubrałem się — ale jakże wyjść kiedy niema komu oddać klucza? a Jan poszedł i niewraca!
Wyjrzałem oknem — niéma; wyszedłem przed drzwi domu — nie widać; spójrzałem na wszystkie strony — ani znaku; założyłem znowu ręce na krzyż, i uzbrajając się w cierpliwość czekałem jego przybycia.