Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 95 )

koić żądania. Niecierpliwość moja wzrastała z czasem — posłałem mój zégarek do Apteki, aby go zregulowano. Tymczasem chciałem czytać, ale nic mi nie przypadło do smaku, chciałem się ubierać, żadne suknie, nie były mi dobre. Mój nowy frak Warszawski, zdawał się źle leżeć, stary, wyglądał trochę dziurawo, surduta włożyć nie wypadało, a w granatowym garniturze, jeden guzik, bliski był wiecznej zaguby. Znowu siadłem w oknie, puściłem myśli moje, i z radością ujrzałem, że słońce się chowało, i że ostatni tylko promień złocił kopułę kościoła, i odbijał się jasno od szyb przeciwległych mu mieszkań. — Już wkrót-