Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 94 )

Usiadłem w oknie, i nadstawiłem ucha, czy zégar wieżowy bić nie będzie — ale napróżno — on milczał i milczał.
Dla rozerwania tłumnie cisnących się myśli, spoglądałem na ulicę i na dom Pretficów. Ruch tu był wielki, fórtka otwarta i mnóstwo służących przebiegało przez nię tam i nazad. Jeden niósł świéże bułeczki, inny dźwigał głowę cukru, inny stękał pod ciężarem butelek, lub ciągnął sprzęt jaki, pożyczony w tej stanowczej chwili. Dźwięk zegaru przerwał moje myśli, zacząłem liczyć z natężoną uwagą, ale dzwon Reformatskiego kościoła i turkot przejeżdżającego pojazdu, nie dozwolił mi zaspo-