Strona:Józef Ignacy Kraszewski - W starym piecu.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Prawda — rzekła — pan jesteś dobry człowiek?
— Pani dobrodziejko — odezwał się z głębokiem przejęciem komornik — pochlebiam sobie, że jestem przynajmniej uczciwym człowiekiem.
— Ale i dobrym! i dobrym! — dodała chwytając go za rękę Brombergowa. Pampowski doznał takiego uczucia od dotknięcia jej ręki, iż się uląkł apopleksyi. Drugą dłonią powiódł po czole.
Henryka przysunęła się bliżej jeszcze, nie puszczając jego ręki.
— Mam do pana prośbę — rzekła nagle. — Nie chcę nikogo innego prosić oprócz was. Wiem pewnie, żeby mi to chętnie zrobił Mahoński i każdy z tych panów, ale oniby sobie wyobrażali, że to im daje jakieś prawa.
Tak, dodała zapominając się, dziś palił cygaretkę pan baron, a jutroby z nogami na kanapę się położył.
Komorniku, daję ci słowo, że oddam, ale w tej chwili możesz mi pożyczyć?
— Wiele? — zapytał z gotowością oddania wszystkiego co miał Pampowski. Wiele i kiedy?
— Zawierz mi — tysiąc rubli. Mówiła to z obawą, jakby żądała nadzwyczajnej rzeczy.
Pampowski miał we zwyczaju dla szyku nosić przy sobie trzy tysiące zawsze, tego dnia wziął je tem pilniej, iż myślał ofiarować zręcznie coś Maniusi albo Karolce na cukierki. Chwycił się więc za kieszeń, dobył pugilares i zamiast odpowiedzi, ręką drżącą z pośpiechu, położył na stole summę żądaną.
Czarne oczy na widok papierków zaiskrzyły się, usta uśmiechnęły. Wstała z kanapy piękna gosposia i znowu za ręce ująwszy Panipowskiego, krzyknęła:
— Ty jesteś nie dobry, ale złoty człowiek! Słowo daję, ja cię — kocham!
Ze śmiechem to mówiła, a komornik, — zdało mu się, że go skrzydła aniołów ku niebiosom unosiły.
Przykląkł w wielkiem uniesieniu i zawołał:
— Pani! za to słowo, choćby życie!
Brombergowa parsknęła śmiechem patrząc na klęczącego, lecz natychmiast twarz jej się oblokła ta-