Strona:Józef Ignacy Kraszewski - W starym piecu.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zy swej przyszłej, gdzieby mieszkać wolała, na wsi czy w mieście?
— Pan? — spytała go.
— Zastosuję się do jej woli.
— Lecz, gdybyś sam rozporządzał się?
— Hm! nawykłem trochę do miasta.
— Więc skromnie zostaniemy tutaj — odezwała się Albina.
Tak się z nią zagadał komornik i tak mu już było dobrze, iż raz do portu dopłynął, że do wista dosiedział u Hortyńskich.
Koło dwunastej szedł do domu z głową tak podniesioną, jakby nią obłoki przelatujące chciał rozbijać.






Ślub pana Jana Alberta Gozdawy Pampowskiego odbył się w parafii ś-go Krzyża, bardzo cicho i skromnie. Mało osób było zaproszonych, Maniusi jednak tajemnicy nie robił z niczego komornik i ona siedząc w ławkach rzewnie się spłakała...
Państwo młodzi nie pojechali w żadną podróż cudzoziemskim obyczajem, wprost od Hortyńskiego, z kilku przyjaciołmi, przenieśli się na cukrową kolacyę do mieszkania komornika. Od tej słodkiej wieczerzy życie się ich rozpoczęło, o którego przebiegu nic już nie powiemy, bo czytelnik z tych danych jakie ma, powinien sobie wywnioskować iż Pampowski był najszczęśliwszym z ludzi; czy była nią panna Albina, dla nas jest tajemnicą.
W rok po ślubie wypadło pani Pampowskiej pojechać z bratem do stryja na Podlasie, na którym pe-