Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Sekret pana Czuryły.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Średniego wzrostu, figura dobra.... twarz.... przystojna....
Pan Szczepan mówiąc spojrzał na żonę, a że jej się fizyognomia mieniła, uciął nagle.
— Niema nic szczególnego w niej — dodał — tyle tylko, że śmiała bardzo i wygadana; a ze wszystkiego niemal żartować sobie przywykła:
— Więc się i nam dostanie — zamruczała Podkomorzyna.
Staruszek zmilczał, p. Szczepan dodał na wpół żartem:
— Lęka się, bo mi to sama mówiła, aby stary, zakochany mąż i tu za nią nie gonił — choć mu powiedziała na wyjezdnem, żeby się nie ważył na to.
Niewiele więcej z p. Szczepana dobyć było można; odpowiadał krótko, a zbywał pytania tem, że wkrótce ją wszyscy sami będą mogli oglądać, bo się do Kurzeliszek obiecała.
— Na przyjęcie jejmości — wtrąciła p. Szczepanowa, wcale się wysilać nie myślę. Co mi tam! dogadzać jej nie mam ochoty. Niepodoba się jej — z Panem Bogiem!
— A no — a no — szepnął Podkomorzy — tylko znowu domowi asindzka wstydu nie rób. Można ją lubić, nie lubić, a przyjąć po ludzku potrzeba.
Nazajutrz, choć się odwiedzin obawiano, nie pokazała się Wojewodzina. Czuryło pojechał na ryby, i cały dzień go nie było; trzeciego dnia z południa, Jarmużka wpadł do drzemiącego jegomości, i krzyknął:
— Kareta! proszę jaśnie pana.
Zmięszał się strasznie Podkomorzy, ale kazał, na wszelki wypadek podać buty aksamitne i długą kapotę nową. Nieogolony był tego dnia, a że kreden-