Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Rodzeństwo 01.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żonę, ażeby przedwcześnie nikomu o tem nie mówiła, szczególniej nie chwaliła się przed Mecenasem, który mógł rodziców zniechęcić i odstraszyć od Warszawy, malując wszystkie niedogodności podróży, koszta, kłopoty na jakie narazić się mieli, nie będąc nawykli do oddalania się z domu. Wszystko zamyślano zachować w tajemnicy, aż dopókiby podróż nie przyszła do skutku. Dla ułatwienia jej Radca postanowił sam po rodziców wyruszyć i w ciągu podróży być im przewodnikiem, czyniąc ją jak najmniej trudną, jak najweselszą i najwygodniejszą.
W Wólce nowa ta myśl wycieczki do dzieci, do Warszawy naprzód została przez Sędzinę przyjętą i uznaną za możliwą. Nie wątpiła, że mąż przeciwnym jej nie będzie, choć dla niego, starszego daleko, najmniejsza zmiana trybu życia połączona była z pewną ofiarą. Nawykłym był nadto do starych swych kątów, do godzin, nawet do powietrza, którem oddychał, pieca, który mu pokój ogrzewał, ubrania powszedniego, w którem mu było najwygodniej i kuchni Konrada, najzdrowszej dla niego.. Nowi ludzie, twarze, miejsca — pewnego wysiłku i oswojenia się wymagały..
Z początku pani Sędzina ostrożnie wnieść spróbowała, że możeby dla Jegomości, ruch, zmiana powietrza, rozrywka nie szkodziły, i zdrowiu były pożyteczne. Spodziewała się mieć za sobą doktora Frycza, starego domu przyjaciela i lekarza, który