Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Rodzeństwo 01.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dla swych klientów wogóle był bardzo powolnym i najczęściej im na to wszystko pozwalał, czego oni sobie życzyli, opierał się na teoryi tej, że natura daje instynkta zbawienne, którym się przeciwić nie należy. Za najpierwszą bytnością starego tego oryginała, który lubił dobrze jeść i nakarmiony a napojony stawał się powolnym, choć do rany przyłożyć, Sędzina mu się po cichu zwierzyła z projektu podróży..
— U Bronisławowstwa, rzekła — będzie nam jak u Boga za piecem. Znają obyczaj ojca, potrafią się do niego zastosować. Lola w czasie bytności swojej o najmniejsze się szczegóły dopytywała. — Jegomość bywa teraz często zasępiony, rozerwałby się, odżywił. — Ta sedenterya, ja sądzę, niekoniecznie mu służy.
— No? a cóż on sam o tem mówi? zapytał Frycz.
— Jeszczem się wstrzymywała z badaniem go, odparła Sędzina. — Chciałam się wprzódy poradzić konsyliarza. Jakże sądzisz!
— Ja, w zasadzie nic nie mam przeciwko temu rzekł Frycz, rozumie się z zachowaniem wszelkich ostrożności, aby się nam stary nie zamęczył do zbytku.
Zmiana bywa czasem dla ogólnego stanu zdrowia korzystną. Waruję tylko, aby on sam sobie tego życzył, bo natura daje instynkta najlepsze i skazówki.