Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Rodzeństwo 01.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bronisław najpewniejszym był, że jest głową domu i panem, gdy tymszasem kroku nie mógł stąpić bez pozwolenia Loli.
Justysia niedoświadczona, młoda, wychowana na wsi, na swą obronę przeciw tej narzucającej się jej opiece i kierownictwu, nie miała nic oprócz instynktu, jakim Bóg obdarza istoty wybrane. Pomimo nadzwyczajnych starań pani Bronisławowej dla pozyskania jej sobie, mimo wdzięczności, jaką dla niej czuła, — niewytłumaczona obawa jakaś nie dozwalała jej ani się zbyt zwierzać, ani spoufalić, ni rachować na obietnice.. Justysia naiwnie zapytywała siebie, dla czegoby pani Bronisławowa tak się w niej rozkochać miała, tak bardzo chcieć zajmować się losem! Na to nie znajdowała odpowiedzi.
Zręczna Lola taksamo jak Justysię starała się usidlić i pozyskać matkę staruszkę, którą ująć daleko łatwiej było. Za pomocnicze narzędzie służyło jej doskonałe własne dziecię Jadwisia, wyuczone, jak babcię dla siebie i dla rodziców zjednać miało.
Gdy po kilkodniowym pobycie tym w Wólce, państwo Bronisławowstwo wybrali się nareszcie do domu z powrotem — obojgu promieniały twarze. Starzy Szelawscy, chociaż nie oznaczyli czasu, prawie stanowczo obiecali przybyć do Warszawy i bawiąc tam, przyrzekli zamieszkać u Bronisławowstwa, przyjmując u nich gościnę.
Przewidujący wszystko pan Radca, zaklął tylko