Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Rodzeństwo 01.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rało horyzonty.. Bronisław roił już, że potrafi skłonić rodziców do całkowitego przesiedlenia się do miasta, do oddania się w ich opiekę, co pociągało za sobą, powolne opanowanie kapitałów, zarządu i t. p. Nie mogło to przyjść odrazu ani łatwo, lecz pierwszy krok był tak, jak zrobiony.
Potrzeba było tylko postępować sobie oględnie, stopniowo.. Bronisław nie zwierzył się nawet przed żoną, całkowicie z tych marzeń, o których urzeczywistnieniu nie powątpiewał. Obawiał się, aby rodzeństwo nie zostało zawczasu zaalarmowane, i postanowiono zachować to w tajemnicy. Nadzieje oboje mieli jak najlepsze, Warszawa i życie w niej podobać się starym musiało.
W istocie w stosunku do wycieczek Mecenasa i Juliana, podróż i pobyt Bronisławowstwa nierównie miał większe znaczenie i więcej był na przyszłość obiecującym, ale też — maleńka, pieszczona, nie zdająca się rościć sobie praw do wywierania wielkiego wpływu Lola, była może ze wszystkich pań najzręczniejszą i stała się pomocą mężowi — niepospolitą. Wychowana w mieście, od dzieciństwa obyta z ludźmi i ich intrygami, umiała sobie radzić i myśli odgadywać, a była tak skromną (gdy chciała), że i z mężem i z obcymi przenosiła wpływ na nich istotny nad pozory, któreby tylko miłość własną zaspokajały. Chętnie dozwalała się czemś chwalić mężowi, choć wiedziała, że to było jej dziełem.