Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Rodzeństwo 01.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ale mój najmłodszy, mój Kalikst najwięcej ma do nas przywiązania. Nie ostygł, nie zapomniał o rodzicach.. poczciwy.
Tymczasem wypadki miały przekonać Sędzinę, że i reszta rodzeństwa o nich nie zapomniała. Nie można tego bowiem inaczej nazwać było jak wypadkiem, że jesienią Julian zaproszony na polowanie o mil kilka od Wólki, czuł się też w obowiązku skorzystać z tej sposobności i na kilka godzin zjechać do rodziców.
Była to również miła niespodzianka, ale stary zobaczywszy go, natychmiast sobie przypomniał przestrogi i przewidywania Mecenasa, przygotowując się już do tego, że od niego syn zażąda pożyczki.
Tymczasem Julian czy przeczuwał to, że znalazłby ojca trudnym, czy inną miał rachubę, mówił wiele o nowem nabyciu, o kłopotach, jakie ono na niego ściągnęło — ale wcale się do ojca o pomoc nie przymawiał. Wychwalał tylko dobra nabyte, zapewniał, że mu już odstępne dawano i — obiecywał sobie bardzo wielkie korzyści. Nowo zakupione posiadłości miały znaczne obszary lasów, chociaż bardzo zniszczonych, a na nich właśnie zbywało Julianowi, były więc mu niezbędnie potrzebne.
— My z żoną, dodawał Julian, postanowiliśmy bodaj się ograniczyć w wydatkach, o ile się to da przyzwoicie uczynić — a chcemy dzieciom