Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Rodzeństwo 01.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


biedz. Posądzał go nawet, że podróż jego innego celu nie miała.
— Zawsze widziałem w Kalikście bardzo zręcznego człowieka, rzekł Julian, ale o taką przewrotność i intryganctwo go nie posądzałem. Niema wątpliwości, że poluje na kapitał ojcowski.. Mybyśmy także znaleźli sposób pozyskania sobie rodziców, oddając jedno z dzieci babce na wychowanie, ale nie myślę poświęcać go dla grosza..
Kalikst, dodał w końcu, jeżeli będzie w tem widział swéj interes — gotów nawet starać się o Justysię i z nią ożenić. Teraz już i to przypuścić jestem gotów.
Od pani Julianowej wiadomość o »konkurach« Mecenasa i bytności jego w Wólce, w sposób żartobliwy udzielona, dostała się do państwa Adolfowstwa. — Mąż Sabiny niewielką do tego przywiązywał wagę, ale obawa, aby dziewczyna z garderoby została żoną jego szwagra, nie dawała mu spokoju.
— Skończy się na tem, pocieszała go żona, że z Kalikstem stosunki zerwać będziemy zmuszeni, jeżeli to ożenienie popełni.
Mecenas, który dawniej korespondował z matką, później zaniedbał się nieco, teraz znowu regularniej pisywać do niej począł. Staruszka tem odezwaniem się serca w dziecięciu była przejęta i zachwycona.
— Wszyscy mi oni ukochani, szeptała sobie,