Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ramułtowie.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się babcia. Jednakże mam zaległe modlitewki, pójdę za ciebie Pana Boga przepraszać, a wy z Hanną, coście się tak dawno niewidziały szczebioczcie.
Pocałowała w głowę Lelię.
— Tylko mi Hanny nie psuj!
— Moja babciu, Hanny nikt nie popsuje, prędzéj ona kogo poprawi — odezwała się Lelia całując w rękę babunię.
Przyjaciółki po wyjściu jéj uściskały się znowu, a Lelia popatrzała na Hannę długo i zawołała:
— Tyś mi jeszcze wyładniała — ale, jakżeś się zrobiła poważna! pfe! udajesz starą! to się nie godzi.
— Czuję się tak... westchnęła Hanna; a chwilami chciałabym być jeszcze starszą, ażeby od uciążliwych obowiązków młodości się uwolnić!
— Moja Hanko! cóż też ty wygadujesz! Jeszczem jak żyję nie słyszała o uciążliwych obowiązkach młodości, musisz mi je wytłómaczyć.
— Tyś tak domyślna, że je odgadniesz — zaśmiała się smutnie Hanna. Trzeba się stroić, chodzić, pokazywać, być wesołą kiedy się niechce, tańcować i bawić się gdy się czuje smutną: nie sąż to uciążliwe obowiązki młodości? Na wsi jeszcze się prędzéj od nich można uwolnić, ale w mieście?
— Na długoście przybyły do miasta?
— Ja nic nie wiem, i babcia nie mówi jak zabawić myśli, jest pełna tajemnic na ten raz... Skarży