Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ramułtowie.djvu/39

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    starannie tynkowanych, jeszczeby się chętnie za mąż wydała, gdyby znalazła pretendenta...
    Nic nie robi tylko się stroi... szczebiocze... wieczorem gra, a rozpada się nad swym ukochanym gagatkiem.
    Staruszka pogroziła na nosie Lelii.
    — Widzisz jaka ty jesteś złośliwa... odmalowałaś ją karykaturalnie — a powinnaś była wiele przebaczyć, choćby dla tego, że syna tak kocha.
    — I tak go psuje! dorzuciła Lilia — moja babciu! Nieznośna baba!
    Hanna się uśmiechnęła.
    — Ale très comme il faut?
    — Jak najbardziéj comme il faut, nawet jest damą gwiazdzistego krzyża... i bywała na dworze — rozśmiała się Lelia. Mówi w salonie o wszystkiem o czém się w salonach mówić zwykło, z wielkim talentem, aby się nie wyrwać z niedorzecznością — a nie umie nic... Czytają za nią, uczą się, dowcipkują drudzy; ona gotową naukę, lekturę i dowcip chwytać jak zgotowane potrawy przy obiedzie, i tém żyje.
    — Jaka ty jesteś złośliwa! powtórzyła babcia śmiejąc się — pfe! moja Lelciu, powinnabyś się wyspowiadać.
    — Cóż potém kiedy jutro znowu, gdy śmieszność znajdę, nie wytrzymam, bym się z niéj nie śmiała, zawołała Lelia.
    — No! to już ja tego nie chcę... wstając odezwała