Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ramułtowie.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XVII.

Nawykły do znoszenia ciężkich losu niespodzianek, Sylwan przetrwał ostatnią burzę z pozornym spokojem i rezygnacyą; daleko boleśniejsza była ona dla Lelii, która jako kobieta żywiéj ją uczuła. Nazajutrz po zerwaniu Hanny z jéj bratem, po zwróceniu pierścionków Olesia, chociaż starała się udawać swobodną i obojętną, pod wieczór upadła chora na łóżko, płacząc potém wszystkiém co straciła. Na szerokim świecie nie miała już nikogo prócz brata, którego przyszłość tak jasna i piękna, dziwném losu zrządzeniem w proch się rozsypała... Stosunki z jedyną rodziną przyjazną im od dzieciństwa pękły na zawsze... Ofiara jaką Lelia chciała dla ich utrzymania uczynić... stała się nieużyteczną, może nawet, rozgłoszona teraz, cień jakiś na nią rzucić mogła... Ona i Sylwan znajdowali się przez tę niezrozumiałą zdradę Hanny (tak ją Lelia nazywała) odepchnięci... skazani... potępieni. Nieprzyjaciołom Sylwana przybywał oręż naprzeciwko niemu, bo nie ma w świecie zaciętszych wrogów nad tych, którzy potrzebują