Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ramułtowie.djvu/213

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    do pana zaufanie i żebyście się z sobą zbliżyli... więc raczéj ja sobie pójdę a was samych zostawię..
    — To, niechże się mama nie fatyguje — odparł syn, a gdy o to idzie by pan Lubicz bliżéj poznał się ze mną proszę go do siebie.
    Wstał, Lubicz się nieco zawahał — na ostatek niechcąc okazać obawy ani wstrętu... ruszył się z siedzenia, za Hermanem wskazującym mu drogę podążył... Hrabina spoglądając na nich z rozczuleniem została w swoim fotelu... Milcząc weszli do pokoju Hermana... który podał cygaro przybyłemu i począł się przechdzać po pokoju... Lubicz na zapaleniu strawił chwilę, przed rozpoczęciem rozmowy miał czas do namysłu.
    — Bardzo się cieszę — rzekł Herman, że się tu na osobności rozmówić możemy. Il n’etait que temps... Wchodzisz pan do familii, wartoby się porozumiéć...
    — Jestem do tego przygotowany — odezwał się Lubicz, znajduję to bardzo słuszném.
    — Ale mówmy z sobą otwarcie — dodał Herman... i stanął przed zmieszanym nieco, paląc swe cygaro... Przed innemi musisz pan mówić banialuki o swéj wielkiéj miłości dla pani hrabinéj, o rozkochaniu i t. d. Ja nie jestem ani tak głupi, abym temu uwierzył, ani tak bojaźliwy, bym dla ceremonii udawał, iż wierzę... Dla mnie to bardzo jawne, że się pan żenisz dla pieniędzy... będąc gołym; mógłbyś zapewne inaczéj na nie zapracować — ale kiedy się gratka trafia!... rzeczy te chodzą po świecie...