Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/295

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dumnego Rubensa, króla kolorystów, dziwnego Salvatora, którego pędzel i myśli tak często do scen rozbójniczego życia wracały, powiem wam jeszcze na zakończenie kilka słów tylko o poecie-malarzu, mało znajomym wprawdzie, ale niemniej przeto wielkim pod licznymi względami.
Adrjan Broor, ubogi chłopiec, od dzieciństwa malował na kawałkach płótna kwiatki i ptaszki, które matka przedając, utrzymywała się z tego. Talent jego wrodzony nie uszedł oka. Hals, dosyć biegły malarz, pod pozorem nauki wziął go do siebie, lecz chwiwy i łakomy, chciał tylko w istocie korzystać z jego talentu. Kazał mu pracować, piłnował go, siedział nad karkiem, morzył go głodem, a biedny Broor w łachmanach, głodny, przeziębły, dzień i noc pracował nad obrazkami, które Hals tajemnie za bardzo wysoką cenę przedawał. Do tego doszedł przemyślny nauczyciel, że go zamykał w odosobnionym szpichlerzu, aby mu nic w pracy przeszkodzić nie mogło.
Lecz Broor miał znajomych, przyjaciół, towarzyszów dziecinnych zabaw w piasku i wodzie, — ci niespokojni o niego, dowiedzieli się, doszli, wdrapali się na szpichlerz i z podziwieniem ujrzeli przez okienko, że Broor mały był malarzem.
Po przywitaniu, zaraz pozamawiali sobie u niego obrazki dwunastu miesięcy i pięciu